Ostatnia noc... 2012-01-21 19:01:13

Ostatnie 24h spędziłem z kumplem u znajomych, imprezka się odbyła. Jak ja tego potrzebowałem, wyśmiałem się, wygadałem, napiłem i pojadłem jak nie pamiętam, kiedy ostatni raz. I o dziwo brak zmęczenia czy jakichkolwiek oznak zużycia materiału. Jak to mówi Wisienka „Ty Tomek jesteś zrodzony by imprezować i szaleć tylko tego jeszcze nie wiesz, al. pragniesz, trzeba cię tylko wywlec z domu”. Wisienko ma, masz rację :)

skomentuj (2)

Radość dawania... 2012-01-15 19:12:37

Mówią, że dawanie jest znacznie przyjemniejsze od brania i kurcze mają rację. W jednym z poznańskich sklepów natknąłem się na storczyki farbowane na piękny błękitny kolor. Moja mama i siostra tak samo jak ja mają świra na punkcie tych kwiatów. Zakupiłem dwa egzemplarze postanowiłem dać jeden mamie a drugi siostrze, wcześniej wysłałem im mms z tymi kwiatami i piszczały przez trzy dni z zachwytu. Radość była wielka, zwłaszcza siostry, która nie mogła uwierzyć, że jej tego kwiatka daję. Kobieta popłakała się, łzy spływały jej po policzkach, ściskała mnie aż bolało, radość była tak wielka i tak szczera, że aż sam poczułem małe zakłopotanie powodu okazani atak szczerej i wielkiej radości. Jednak było to bardzo piękne doznanie.  

skomentuj (3)

Pseudo refleksja o „chaserkach”… 2012-01-12 19:54:06

Ostatnio zastanawia mnie taka jedna sprawa. Mój facet to typ dużego dziecka, szukającego opieki, ciągłego wspierania, kierowania, decydowania za niego, który nie lubi decydować, wymyślać podejmować działania, czuje się mega bezpiecznie, kiedy ktoś (w tym przypadku ja), rozwiązuje za niego problemy, wskazuje drogi i na nie go stawia, wykonuje wiele czynności za niego, tyczy to życia osobistego, szukania pracy, towarzystwa, prac domowych itd. itp. Do niedawna myślałem, że trafił się mi taki facet po prostu, ot takie moje paskudne szczęście, że w domu mam duże dziecko.
    Ostatnie doświadczenia, zmuszają mnie do przerobienia swego punktu widzenia. Dzieje się ostatnio tak, że poznaję nowych ludzi. I są to oczywiście panowie i oczywiście geje, wielu z nich to tzw. „chaserki”, czyli szczupli panowie lubiący miśki, czyli dużych panów i bardzo dużych jak np. ja. I co z tego wynika? Ano to, że wielu tych nowopoznanych „chaserków” ma podobne podejście do mojego obecnego partnera.  Po jakimś tam czasie rozmów, padają podobne słowa, określenia, stwierdzenia, czyli: „w twych ramionach się utopię i będę bezpieczny”; „jak mnie obejmiesz ramionami, nikt mnie już w nich nie skrzywdzi”; „przy tobie czuć się można bardzo bezpiecznie”… itd. itp. w różnych konfiguracjach i w jednym znaczeniu. Tak sobie myślę, że te wszystkie wypowiedzi to tak jakby, trochę trąciły właśnie zachowaniem mojego partnera. Mam takie odczucie, że te „chaserki” szukają dużych facetów, od których wymagać będą ochrony przed światem, otoczeniem, którzy tak jak mój facet, z czasem skryje się w tych ramionach tak skutecznie, że wszystko spodnie na mnie, on będzie mościł sobie bezpieczne gniazdko i wspierał się na tych ramionach, tylko pytanie, kto wesprze te ramiona, kiedy one zmęczą się stałym wspieraniem innych? Wracając jednak do sedna sprawy. Czy można by w tym wszystkim pokusić się o wysnucie wniosku, że „chaserek” to właśnie taki typ, misioluba, szczupłego, misioluba, który szuka w ramionach dużego faceta właśnie bezpieczeństwa, wsparcia a w skrajnych podejmowania decyzji, kierowania itd.?
    Kiedy spojrzę wstecz, wspomnę tych, co się z nimi zadawałem, związałem to ta reguła zaczyna się niebezpiecznie potwierdzać. W sumie z takich ważniejszych dla mnie znajomości czy „związków” to jeden facet wydawał się być silnym, samowystarczalnym, który potrafi też wesprzeć.  

skomentuj (10)

Z jednego dnia... 2011-12-22 19:14:50

                Wczorajszy dzień był pełen dość intensywnych wrażeń. Po pierwsze był to dzień spotkania wigilijnego w pracy. Spotkanie na 70 osób. Przygotowania, załatwianie, prowadzenie i do tego mój obojętny, a raczej negatywny stosunek do świąt. Po drugie dowiedziałem się, że może odejść od nas jedna z podopiecznych, która jest u nas od roku i która w tym roku miała masakrycznie duży postęp. Strasznie nie lubię, gdy osiągniemy sukces a z takich czy innych powodów rodzice postanawiają zabrać swojego syna czy córkę. Później doszły słuchy, że otwiera się inna placówka, która może nam podebrać podopiecznych, z racji postępowania urzędu mogące zmusić rodziców podopiecznych do przeniesienia się do nowej placówki. Na koniec dnia pracy zadzwoniła matka jednej podopiecznej nieobecnej w tym dniu na spotkaniu, że leży w szpitalu od poniedziałku wieczora i walczy o życie. Nic nam nie mówiłaby nie psuć nam spotkania wigilijnego. Owa podopieczna od dłuższego czasu miała nasilone ataki epileptyczne i w poniedziałkowy wieczór wystąpił u niej ciąg epileptyczny, 18 ataków w 2 godziny, ponoć bardzo silne. Jest tera zona w śpiączce farmakologicznej, ma problemy z oddychaniem, podłączona do respiratora, bo sama nie oddycha. Lekarze nie wiedzą, co będzie, czy sama będzie oddychać po wybudzeniu, czy ataki się wycofają, a przede wszystkim jak wygląda teraz mózg po takiej dawce ataków. Rokowania ogólnie rzecz biorąc kiepskie. Dodatkowo jeden z pracowników, postanowił dodać w swej pracowni akcent świąteczny, chwycił jak uważał śnieg w spreju i na jednym oknie namalował wielką choinkę na drugim gwiazdę betlejemską. Rozmawiając z nim u niego w pracowni, patrzę na to okno i włosy mi dęba stają, pytam, co to jest, on na to, że element świąteczny i malunki śniegiem w spreju. No nie kochany, wiele lat jestem terapeutą i nie trzeba chyba nim byłby stwierdzić, co jest tym śniegiem a co nie – a to akurat jest złoty spraye! Kolo myślał, że ma śnieg a chwycił farbę i pomalował sobie świątecznie okna. A na koniec dnia wizyta u dentysty. Wizyta szybka, krótka, – ale efekt taki, że jeden ząb mniej w mej klawiaturze i nadal obolała szczęka.  

skomentuj (1)

Księga Gości



stat4u